Czy jesteś gotowy na piekielną wyprawę. Piekielnik Andrzej Jakubiec 🔥
Witajcie, fani wszystkiego, co mroczne, magiczne i pachnące siarką piekielną! Dzisiaj na tapecie mamy coś specjalnego. Jeśli Wasze półki uginają się pod ciężarem mrocznego fantasy, a w sercu macie specjalne miejsce na historie, gdzie krew miesza się z błotem i magią, to trafiliście pod właściwy adres. Dziś sprawdzimy, czy warto dać się porwać w objęcia Otchłani.
Jaką cenę przyjdzie zapłacić za wejrzenie w otchłań? 😈
Nadszedł czas na kolejną mroczną recenzję na blogu. Nie będę ukrywał, jako wielki fan dark fantasy, jestem jak ćma, którą przyciągają książki z mrocznymi okładkami i jeszcze mroczniejszymi opisami. Widzę czerń, widzę tajemniczy tytuł i już wiem, że musimy razem wyruszyć w tę podróż między światami. Ale zanim odpalimy portal i skoczymy prosto w objęcia nieznanego, ustalmy jedną rzecz.
Chcę, żebyśmy mieli jasność: to nie jest tekst pisany pod dyktando. I wielka prośba, nie myślcie sobie, że sprzedałem duszę za egzemplarz recenzencki (choć w przypadku tej książki byłoby to klimatyczne!). Historia mojego spotkania z „Piekielnikiem” jest dość ciekawa. Przeglądając odmęty internetu, mignęła mi informacja, że autor, tworząc tę powieść, mocno inspirował się stylem samego Joe Abercrombiego. A że ja kocham Joego i jego genialnych bohaterów miłością bezgraniczną, pomyślałem: „A co mi tam, zaryzykuję!”. Zresztą zapraszam na recenzję Uniwersum Pierwszego Prawa od Joego (link do recenzji 🎯)
No i zakupiłem książkę, a kilka dni później… cóż, zgłosiłem się do patronatu i udało się! Tak więc z wielką dumą ogłaszam, że „Piekielnik” Andrzeja Jakubca jest pod moim patronatem. Ale spokojnie, obiecuję postaram się być bezstronny. Słowo Rycerza ⚔. No to co? Jedziemy z koksem!
Nie zaszkodzi jedna więcej, prawda? Książkę możesz zamówić na

Czy debiuty mogą nas pochłonąć? 🛫
Jak dobrze wiecie, na moim blogu regularnie urządzam polowania na debiutantów w świecie polskiego fantasy. Mam do nich ogromną słabość. Dlaczego? Bo wiem, ile wysiłku, samozaparcia i nie oszukujmy się prywatnych funduszy kosztuje wydanie książki własnymi siłami lub z pomocą mniejszych wydawnictw. Tu autor trafił na pod skrzydła wydawnictwa Abyssos i mamy naprawdę pięknie wydaną książkę ze „świecącymi gałami” na okładce co przyprawia o dreszczyk. Tak więc to jest walka o marzenia, a ja takim wojownikom zawsze kibicuję.
W przypadku „Piekielnika” kibicowanie przyszło mi wyjątkowo łatwo, bo to po prostu kawał solidnej fantastyki. Słuchajcie, umówmy się, ja ani Miodkiem, ani Bralczykiem nie jestem. Nie będę tu wyliczał każdego przecinka postawionego nie w tym miejscu czy drobnych potknięć językowych czy delikatnych niespójności, których i tak właściwie nie widać. Dla mnie liczy się jedna, najważniejsza waluta: czy książkę czyta się dobrze?
Moje kryteria oceny są proste:
- Czy obiecuję sobie „jeszcze tylko jeden rozdział”, choć o 6 rano muszę wstać do pracy i udawać dorosłego?
- Czy po 5 stronach mam ochotę rzucić książką w kąt?
- Czy moje oczy zaczynają piec ze znużenia? (Wręcz przeciwnie, łzawiły tylko wtedy, gdy zapominałem mrugać z wrażenia).
„Piekielnik” zdał ten egzamin. To książka, która wciąga, zostawia z masą pytań w głowie (na końcu) i sprawia, że po przewróceniu ostatniej strony od razu chcesz wiedzieć, co będzie dalej. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.
Świat a może dwa światy? I czy bohatera da się lubić 🦸♂️
Dobra, czas na odrobinę merytoryki, ale bez spoilerów, obiecuję! Świat wykreowany przez Jakubca może wydawać się na pierwszy rzut oka standardowy. Mamy królestwo, które po dawnej wojnie jakoś się poskładało do kupy i próbuje żyć normalnie. Z drugiej strony mamy buntowników, wyrzutków wygnanych w góry, którzy marzą tylko o jednym: o srogiej zemście.
Brzmi znajomo? Może i tak, ale diabeł (nomen omen) tkwi w szczegółach. Naszymi „odmieńcami” są osoby dotknięte Otchłanią. Posiadają oni niesamowitą zdolność, potrafią przechodzić między światami, robiąc takie mini-teleporty. To daje niesamowite pole do popisu w scenach akcji!
Nasz główny bohater, Rhys Vastel, to postać, którą polubicie, choć pewnie nie chcielibyście go spotkać w ciemnej uliczce. Rhys pracuje dla króla, co oznacza, że walczy przeciwko… swoim własnym „braciom” dotkniętym Otchłanią. Ciekawa koncepcja, prawda? Od razu przypomniał mi się „Kroczący wśród cieni” Jarosława Kukiełki (link do recenzji 🎯) tam też bohater podróżował między światami – jeśli lubicie tamte klimaty, tutaj poczujecie się jak w domu. Rhys nie jest kryształowym rycerzem na białym koniu. Narobił w życiu mnóstwo złych rzeczy, za które nie dostanie medalu od proboszcza. Czy uda mu się uratować królestwo? Tego Wam nie powiem, ale przygotujcie się na kilka solidnych zaskoczeń.
Ale oprócz głównego bohatera mamy tu kilka naprawdę ciekawych postaci. Nie są to płaskie manekiny, a pełnokrwiste osoby ze swoimi historiami, które sprawiają wrażenie świetnie przemyślanych. Ale to musicie poznać sami! Dla zachęty podrzucę Wam kilka mrocznych fotek.



Podsumowanie: Po czyjej stronie staniesz? 👑
Nie przedłużając, bo pewnie już przebieracie nogami, żeby pobiec do księgarni: bardzo mocno polecam „Piekielnika”. To debiut, o którym szczerze mógłbym powiedzieć, że nim nie jest. Gdybym dostał tę książkę bez nazwiska autora, pomyślałbym, że to kolejny tom serii uznanego wygi gatunku.
Co mi się podobało najbardziej?
- Tempo akcji: Dzieje się dużo, gęsto i konkretnie. Nie ma czasu na nudę.
- Mroczny klimat: Spiski, krew, magia i moralna szarość – czyli to, co tygryski lubią najbardziej.
- Bohaterowie: Rhys to świetna postać, ale drugoplanowi gracze wcale mu nie ustępują. Widać w nich ewolucję i prawdziwe emocje. (choć bolało mnie jak mu wlała Philandra)
Żeby nie było, że tylko słodzę (pamiętacie, obiecałem uczciwość!), do jednej rzeczy mógłbym się przyczepić. Główny złoczyńca, Cadok, jest… cóż, potężny. Moim zdaniem aż ZA potężny. Chwilami miałem ochotę krzyknąć: „Andrzej, weź mu trochę tej magii zabierz, bo nam rozniesie całe uniwersum w pięć minut!”. Odrobinę mniejsza skala jego mocy w pierwszej wojnie sprawiłaby, że konflikt wydawałby się bardziej wyrównany (if you know what I mean).
Ale to tylko drobiazg w morzu ognia piekielnego, który zaserwował nam autor. Ja już z niecierpliwością czekam na kolejny tom i mam wielką nadzieję, że Andrzej Jakubiec nie każe nam czekać zbyt długo. „Piekielnik” to dowód na to, że polska fantastyka ma się świetnie.
P.S. Jeśli mroczny klimat „Piekielnika” zaostrzył Wasz apetyt na więcej, koniecznie zajrzyjcie na stronę Wydawnictwa Abyssos! Serio, przejrzyjcie ich ofertę, bo ostatnio sypią takimi tytułami, że aż strach otwierać portfel (ale za to jak przyjemnie zapełniać półki!). Mają nosa do naprawdę ciekawych i nieoczywistych historii, więc jestem pewien, że znajdziecie tam coś, co nie pozwoli Wam zasnąć do rana. Sprawdźcie ich koniecznie, warto wspierać tych, którzy dają szansę tak dobrej fantastyce!
Kliknij w Logo a przeniesie cię do „ABYSSOS” 1niesamowitych książek.
- Abyssos – oznacza otchłań, bezdenną głębię, przepaść, coś bezgranicznego i niezgłębionego. Słowo to pochodzi z greki i było używane w Biblii (Nowy Testament) oraz w łacinie (jako abyssus), często w kontekście religijnym, oznaczając głębokie wody lub bezdenną otchłań ↩︎
Do przeczytania (lub posłuchania)! 🎧📖
Twój blogowy przewodnik po krainach wyobraźni
Zapraszam również do obserwowanie mojego kanału na Instagramie
Polecam zapoznać się również z innymi recenzjami książek znajdujących się na blogu:
„Eldorado” Arkadego Saulskiego,
„Psy Pana” Marcina Świątkowskiego,
„I Przekroczył Granicę” Jarosława kukiełki,
„Nerwy Ze Stali” Anny Van Steenbergen

Andrzej Jakubiec
Zapraszam również do obserwowania profilu autora aby nie przegapić kolejnych książek.




