Gaijin Arkady Saulski, czyli polsko-japoński James Bond w natarciu 🥋
Dzisiaj zrobimy sobie mały skok w bok od klasycznego nurtu fantasy, choć nazwisko autora może Wam się kojarzyć z magicznymi krainami bo kto z Was nie słyszał o Arkadym Saulskim? Ten człowiek ma wyobraźnię szeroką jak stepy i pióro ostre jak brzytwa. Jednak przyszedł czas, w którym Arkady postanowił odłożyć na chwilę czary-mary (niestety już jakiś czas temu) i rzucił się w wir bezkompromisowej literatury akcji. Efekt? Zaraz się przekonacie. Na tapecie ląduje pierwszy tom niesamowicie wciągającej serii „Gaijin”.
Od razu na wstępie postawmy sprawę jasno: nie będziemy tu rozmawiać o poetyckich uniesieniach przy świetle księżyca czy epickich poematach o sensie istnienia, pełnych egzystencjalnych przemyśleń nad filiżanką matchy ☕. O nie, moi drodzy! „Gaijin” to pełnoprawna, krwista strzelanina, w której pierwsze skrzypce grają służby specjalne i genialne zagrywki taktyczne. To książka stworzona dla fanów GROM-u, miłośników porządnego „szpeju” i osób, które od lektury oczekują tempa godnego pędzącego Shinkansena 🚆. Mamy tu taktykę, wywiadowcze gierki i całą masę operacyjnych smaczków, które sprawiają, że historia brzmi autentycznie. Gotowi? To jedziemy!

Strzelanina w najlepszym wydaniu 🔫
Zanim przejdziemy do konkretów, ustalmy jedno: Saulski nie bierze jeńców. Jeśli myśleliście, że literatura akcji w Polsce kończy się na starych kryminałach, to „Gaijin” wyprowadzi Was z błędu szybciej niż snajper zdejmuje cel 🎯. Autor z ogromną precyzją buduje świat, w którym lojalność ma swoją cenę, a błąd oznacza szybki bilet pod bramę do Św Piotra.
To, co wyróżnia tę książkę na tle innych thrillerów, to fakt, że autor „czuje” temat. Nie ma tu miejsca na przypadkowe machanie pistoletem. Wszystko jest przemyślane, od ustawienia sekcji szturmowej, po sposób przeładowania broni. Dla każdego, kto choć trochę interesuje się wojskowością, ta książka będzie jak wizyta w sklepie z zabawkami, tylko że zabawki są dla dorosłych i robią dużo hałasu. To literacki odpowiednik najlepszych filmów o agentach, gdzie każda sekunda ma znaczenie, a napięcie można kroić kataną.
Zajrzyj niżej i sprawdź, gdzie możesz upolować książeczkę!📚
Dla Twojej wygody ceny układają się od najniższej, bo kto by nie chciał zaoszczędzić paru grosików na kolejną lekturę? 😉
Akcja z samurajskim sznytem i międzynarodowa afera 🔪
Obiecuję, że nie będę tu sypał spoilerami jak konfetti, bo najlepszą zabawą jest odkrywanie tych kart samemu, ale rzucę Wam trochę mięsa, żeby pobudzić apetyt. O co tu w ogóle „kaman”? Wyobraźcie sobie taką sytuację: porywają bardzo ważnego biznesmena. Tak po prostu, bach i nie ma człowieka. I teraz, mówiąc mega kolokwialnie, trzeba go odbić. A kto zrobi to lepiej niż ekipa najemników, których życiorysy to w połowie czarne plamy w aktach różnych służb specjalnych?
Ale, ale! To nie jest zwykłe „puk-puk, oddajcie pana prezesa”. W tle czai się grubszego kalibru afera. Mamy tu rządy grające w swoje gierki, agencje wywiadowcze, które kłamią nawet wtedy, gdy pytasz je o godzinę, zamachy i państwowe przewroty. Krótko mówiąc: cuda się dzieją, a wszystko to przy kojącym (dla uszu fana akcji) akompaniamencie kałasznikowa.
Najlepsze jest jednak to, gdzie ta cała zawierucha się odbywa. Przenosimy się do egzotycznej Tajlandii i niesamowitej Japonii. Przyznam się Wam bez bicia, do Japonii mam ogromną słabość. Może to te neony, może spokój ogrodów zen, a może po prostu marzenie, żeby kiedyś tam pojechać i spotkać prawdziwego samuraja (albo chociaż zjeść sushi, po którym odmieni mi się życie haha). Połączenie tej niezwykłej scenerii z brutalnym światem służb specjalnych i kunsztem Arkadego Saulskiego daje nam mieszankę wybuchową. To akcja bez trzymanki, która nie pozwala odłożyć książki nawet na moment.
Dobra giwera i japońska tradycja – co mnie urzekło? 🎌
No dobrze, ale co tak naprawdę sprawia, że „Gaijin” zostaje w głowie na dłużej? No, strzelajcie! …Albo lepiej nie strzelajcie, bo jeszcze ktoś oberwie i będziemy mieć kłopoty (wybaczcie ten suchar, nie mogłem się powstrzymać).
To, co mnie absolutnie urzeka w tej książce, to autentyczna fascynacja autora bronią, sprzętem i taktyką. To się po prostu czuje. Saulski nie pisze „wziął pistolet i strzelił”. On celebruje każdą „pukawkę”. Opisy osprzętu, jakim dysponują poszczególne jednostki, czy detale dotyczące działania tajlandzkiego Task Force 90, są dopracowane do perfekcji. Widać, że Arkadego to po prostu „jara” jeżeli mogę tak brzydko napisać i robi to dobrze! Zresztą, wystarczy zajrzeć na jego sociale, żeby zobaczyć, że autor nie boi się huku na strzelnicy, a na targach broni czuje się jak ryba w wodzie. Ta pasja bije z każdej strony i sprawia, że historia nabiera niesamowitej głębi.
Ale jako człowiek, który w głębi duszy ma coś z rycerza, nie mogę pominąć innego wątku. Japońska tradycja. Saulski z ogromnym szacunkiem podchodzi do kultury Kraju Kwitnącej Wiśni. Opisy samurajskich mieczy, katany, tanto czy wakizashi – to czysta poezja (no dobrze, taka „ostra” poezja). Dowiecie się, co do czego służy, a nawet czym najlepiej popełnić seppuku, gdyby życie akurat przestało Wam się podobać. Widać, że autor kocha te klimaty i potrafi o nich pisać tak, że czytelnik czuje ciężar stali w dłoni.
Polsko-japoński specjals i jego wybuchowa ekipa 💣
Na koniec jeszcze dwa słowa o tym, co tygryski lubią najbardziej. Uwielbiam, kiedy w książkach pojawia się mocny polski akcent. Może to moja patriotyczna dusza daje o sobie znać, ale po prostu bardzo to cenię. W „Gaijinie” mamy genialny, polsko-japoński miks w postaci naszego głównego bohatera. Ale on nie działa sam! Towarzyszy mu kompania, która jest prawdziwą mieszanką wybuchową.
Mamy tu opanowanego Japończyka, wiecznie wesołego „Angola”, Ukraińca, który z karabinem snajperskim wyczynia cuda, oraz tajlandzkiego dowódcę z Task Force 90. I tutaj ciekawostka, dzięki tej książce dowiedziałem się, że taka jednostka istnieje naprawdę! To nie jest literacka fikcja, ale realna siła uderzeniowa.
Mimo tego międzynarodowego towarzystwa, sercem operacji jest nasz rodak. Podobny zabieg Arkady zastosował w „Eldorado” i muszę przyznać, że po prostu uwielbiam takie polskie akcenty w grubych, międzynarodowych akcjach. To sprawia, że jako czytelnik jeszcze bardziej kibicuję tej ekipie, gdy kule świszczą im nad głowami.
Podsumowanie: Czy warto chwycić za „Gaijina”? 👨🎤
Podsumowując krótko: „Gaijin” to absolutny ogień! To nie jest kolejna książka, którą przekartkujecie do kawy i zapomnicie o niej po godzinie. To pozycja pełna mięsistej akcji, fachowej wiedzy operacyjnej i klimatu, który wciąga w wir wydarzeń już od pierwszej strony. Jeśli szukacie czegoś, co podniesie Wam ciśnienie skuteczniej niż podwójne espresso z rana, to właśnie trafiliście na literackiego „jackpota”.
Muszę Wam wyznać, że naprawdę bardzo polecam tę książkę. Powiem więcej: dawno, ale to naprawdę dawno nie czytałem tak dobrej powieści akcji, która byłaby tak spójna i wiarygodna. Czuć, że autor nie brał wiedzy z sufitu, tylko rzetelnie odrobił lekcje z zakresu taktyki i uzbrojenia. Zresztą, jak przyjrzycie się życiorysowi pana Arkadego, to szybko zrozumiecie, skąd ta precyzja. Absolwent Akademii Marynarki Wojennej, a do tego, jako jedyny Polak przeprowadził wywiad z Eleną Wawiłową (legendarną rosyjską agentką!). No, to jest naprawdę gruby temat, który czuć w każdej linijce tekstu.
A skoro o autorze mowa, miałem ostatnio ogromną przyjemność spotkać Arkadego Saulskiego na targach książki w Poznaniu. Słuchajcie, to jest niesamowicie pozytywna postać! Z pasją opowiada o swoich inspiracjach, a przy tym bije od niego taka szczera, ludzka energia. Miło jest wiedzieć, że za taką „brutalną” i dynamiczną historią stoi tak sympatyczny i konkretny facet.
Czas zatem na nas! Jeśli czujecie, że potrzebujecie na chwilę odetchnąć od magicznych mieczyków, smoków i ratowania królestw przed czarnoksiężnikami, a chcecie poczuć surowy, profesjonalny klimat GROM-u, Formozy czy legendarnych Delta Force – „Gaijin” jest dla Was. To kawał solidnej, męskiej przygody i strzelaniny w najlepszym wydaniu. Nie zwlekajcie, bo ta historia sama się nie przeczyta, a emocje gwarantowane! Ja powoli zabieram się za kolejny tom „Ronin” a potem od razu jedziemy z „Daisho”.

Do przeczytania (lub posłuchania)! 🎧📖
Twój blogowy przewodnik po krainach wyobraźni
Zapraszam również do obserwowanie mojego kanału na Instagramie
Polecam zapoznać się również z innymi recenzjami książek znajdujących się na blogu:
„Piekielnik” Andrzej Jakubiec,
„Psy Pana” Marcin Świątkowski,
„I Przekroczył Granicę” Jarosław Kukiełka,
„Nerwy Ze Stali” Anna Van Steenbergen
„Eldorado” Arkady Saulski

Arkady Saulski
Zapraszam również do obserwowania profilu autora aby nie przegapić kolejnych książek.



