Kiedy udajesz się do piekła, warto mieć diabły za towarzyszy 😈 – Diabły Joe Abercrombie
Jeśli śledzicie mojego bloga regularnie, to zapewne wiecie, że Joe Abercrombie to dla mnie postać niemal mityczna. Ten facet nie tyle pisze książki, co bezceremonialnie wyważa drzwi do świata fantastyki, wchodzi w zabłoconych butach i przestawia meble tak, że nic już nie wygląda tak samo. Moje pierwsze spotkanie z Uniwersum Pierwszego Prawa (link do recenzji 🎯), wywarło na mnie takie wrażenie, że z miejsca wskoczyło na moje prywatne „Top of the Top”. A uwierzcie mi na słowo już kilka książeczek przeczytałem.
Pytanie brzmi: czy „Diabły”, wywarły na mnie równie piorunujące wrażenie? Czy wciągnęły mnie w swoje mroczne sidła tak mocno, że zapomniałem o jedzeniu, spaniu i płaceniu rachunków? Zaraz wam przybliżę moją ocenę, ale spokojnie, obędzie się bez wielkich spoilerów. Nie chcę wam psuć zabawy z odkrywania każdego trupa w szafie (a jest ich sporo!). No to co? Kołki naostrzone? No to lecimy!
Joe Abercrombie: Król tworzenia niesamowitych postaci 🦸♂️
Zacznijmy od mięsa, czyli od tego, co u Joe’ego (chyba dobrze napisałem) jest najlepsze: od postaci. Przyznaję się bez bicia, biorąc tę książkę do ręki, nie przeczytałem żadnych informacji. Po co? To Abercrombie! Wiedziałem, że stworzy coś genialnego, choć przyznam, że efekt końcowy i tak mnie zaskoczył. Nastawiłem się na coś w klimacie Pierwszego Prawa, a dostałem… coś zupełnie niepodobnego, ale o tym za chwilę.
Najpierw skupmy się na tej radosnej gromadce. Taką drużynę, jaka wyruszyła w tę podróż, mógł wymyślić tylko Joe po naprawdę mocnej kawie (albo czymś mocniejszym). Mamy tu:
- Przyszłą księżniczkę Alex, a może zwykła uliczną złodziejkę,
- Grzesznego Brata Diaza, który wprawdzie ma sporo za uszami, ale za to głowę do ksiąg,
- Wilkołaczkę Vigge, która nie jest potulnym puszkiem,
- Pradawnego wampira Barona Rikarda, który nie zawsze się angażuje (ale pewnie wszystkich próbował ugryźć).
- Czarodzieja nekromantę… Baltazara aj, przepraszam, MAGA! z gigantycznym EGO,
- Nieśmiertelnego paladyna Jakoba z Torunia z mroczną tajemnicą w sercu,
- Kobietę, która robiła w życiu chyba wszystko Baptiste i zna absolutnie każdego,
- I na deser – znikającą elfkę Sunny



Kombo niesamowite, prawda? To, co uwielbiam u Joe’ego, to fakt, że te postacie są „jakieś”. Każda ma swój unikalny głos, charakterystyczne tiki i bagaż doświadczeń. A co najważniejsze, one ewoluują. Na naszych oczach jedni twardnieją, inni miękną, a jeszcze inni są już tak przeżuci przez życie, że nic nie jest w stanie ich złamać. To jest piękne, to jest soczyste, to jest literacki majstersztyk. Chapeau bas, Joe!
Zajrzyj niżej i sprawdź, gdzie możesz upolować książeczkę!📚
Dla Twojej wygody ceny układają się od najniższej, bo kto by nie chciał zaoszczędzić paru grosików na kolejną lekturę? 😉
Czy Średniowieczna Europa może jeszcze zachwycić? 🏰
I tutaj muszę trochę pomarudzić, bo taki już mój los blogera. Z jednej strony mamy świat, który wydaje się nam bliski, taką alternatywną, średniowieczną Europę. Mamy krucjaty, papieży, schizmy w Kościele. Ale ponieważ to fantastyka, Abercrombie uchyla rąbka tajemnicy i wywraca wszystko do góry nogami.
Kościół jest podzielony, ale na tronie zasiada… Papieżyca, która ma być zbawicielką ludzkości. To kobiety trzymają tu lejce władzy, a w powietrzu wisi wielka krucjata. I nie, nie przeciwko Saracenom. Szykujemy się do bicia Elfów. Tak, dobrze czytacie. Elfy u Joe’ego to nie są te piękne, śpiewające istoty z Rivendell.
Muszę jednak być szczery: sama koncepcja tego świata jakoś mnie do końca nie porwała. Może zabrakło mi tego „czegoś”, a może po prostu było tego przesytu? Trudno mi to nazwać, ale świat nie urzekł mnie tak mocno jak postacie. Jednak i to jest duże „jednak”, sama przygoda jest absolutnie świetna. Dynamika akcji sprawia, że nawet jeśli setting nie jest w moim typie, to i tak będziesz przewracać kartki jak szalony. Sprawdźcie sami, może Was ta wizja Europy zachwyci bardziej niż mnie.
Mały smaczek dla nas: Jako że akcja toczy się w Europie, mamy tu rzadko spotykane w światowej fantasy akcenty polskie. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam te drobne mrugnięcia okiem do polskiego czytelnika. Dzięki naszemu wampirkowi pojawia się kilka wzmianek o naszych stronach. Za to leci wielki plus i serduszko. ❤
Podsumowanie: Przygoda, w którą trzeba się wybrać z Diabłami 👑
Kończąc tę moją tyradę: „Diabły” to pozycja obowiązkowa. To fantastyka, którą „wciąga się nosem” (oczywiście w przenośni, dbajcie o swoje zatoki!). Drużyna Diabłów wykonała kawał genialnej roboty, a akcja pędzi od deski do deski bez chwili wytchnienia. Całość jest napisana z taką lekkością i polotem, że nawet gruba cegła wydaje się bajeczką ale taką do czytania po 22:00. (Jest kilka scen urywania kończyn).
Joe Abercrombie po raz kolejny udowodnił, że jest w formie. Świat musicie ocenić sami, ale dla samych bohaterów warto wydać każdą złotówkę. Tak więc szykujcie miecze i wyruszajcie w przygodę ze swoimi Diabłami. A może macie już swoją sprawdzoną drużynę w zanadrzu? Dajcie znać w komentarzach!
PS. Muszę to napisać: Wydawnictwo MAG za wydanie tej książki powinno dostać jakiegoś „Książkowego Oscara”. Okładka jest po prostu obłędna, a ilustracje w środku robią taką robotę, że można je oglądać godzinami. To ozdoba każdej biblioteczki!
Do przeczytania (lub posłuchania)! 🎧📖
Twój blogowy przewodnik po krainach wyobraźni
Zapraszam również do obserwowanie mojego kanału na Instagramie
Polecam zapoznać się również z innymi recenzjami książek znajdujących się na blogu:
„Piekielnik” Andrzej Jakubiec,
„Psy Pana” Marcin Świątkowski,
„I Przekroczył Granicę” Jarosław Kukiełka,
„Nerwy Ze Stali” Anna Van Steenbergen




